Sasnal „Leningrad” – i już mam temat, bo początek roku na aukcjach jest wyjątkowo jałowy. Serio: nic ciekawego, nic wartego polecenia, nic, na czym można zawiesić oko. A jednak znalazłem „gwiazdę” i ulubieńca polskich znawców sztuki współczesnej — Sasnala.
Koleś pierdolnął kilka kresek na niebieskim tle i… tylko jedno pytanie: jaki tytuł dać, żeby zjebani krytycy sztuki mogli szukać głębi tam, gdzie jej nie ma?
LENINGRAD.
No i pięknie. Będą się skurwysyny głowić. Do tego Lenin w tle skojarzeń — idealnie, żeby się nad tym spuszczały tęgie głowy lewicowych myślicieli i dopisywały eseje o „napięciu historycznym”.
Mnie Sasnal „Leningrad” wkurwia i wlatuje na moją listę hejtu. Ten ogórek nie stworzył nic dobrego, a każda kolejna praca to coraz większe gówno. Haaaaa tfu.

Sasnal „Leningrad” – dlaczego ten tytuł działa jak lep na krytyków?
Bo tytuł robi połowę roboty. „Leningrad” brzmi jak obietnica sensu: historia, ideologia, trauma, propaganda, nostalgia, cokolwiek. Słowo-klucz, które odpala tryb interpretacyjny. I nagle kilka kresek na niebieskim tle może udawać „rozmowę z XX wiekiem”.
Jak czytać takie prace, żeby nie dać się nabrać?
- Oddziel obraz od tytułu: najpierw patrzysz, dopiero potem czytasz.
- Zadaj jedno pytanie: czy bez tytułu to w ogóle działa?
- Sprawdź kontekst aukcyjny: czy płacisz za obraz, czy za nazwisko?
Moja szybka zasada na aukcje (i na Sasnala)
Jeśli masz wrażenie, że sens powstaje dopiero wtedy, gdy krytyk dopisze do tego dwa akapity — to często nie jest „głębia”, tylko dopompowanie.

