Obraz Antoniego Piotrowskiego: zaniżona estymacja, format z problemem
No to będziemy mieli pierwszą prawdziwą napierdalankę handlarzy w tym roku! Estymacje ustawione przez niemiecki dom aukcyjny na poziomie 5000 euro chyba tylko dla jaj. Praca już kosztuje kilka razy więcej, a im bliżej końca tym będzie drożej. Obraz jest wielki – 136×180 i mało kto będzie miał na niego miejsce. Tematyka? Wieś tańczy i czyta – mało atrakcyjna do posiadłości w centrum Warszawy.
Moi drodzy handlarze – pamiętajcie, że wielkie obrazy słabo się sprzedają. Mimo wszystko jestem pewny, że wyląduje w polskim domu aukcyjnym za kilka miesięcy.
Nie jest to żaden salonowy pewniak, raczej kawał malarstwa “na ścianę, jak masz ścianę”.
Tu jeszcze jeden “smaczek” pod handel: na platformie widać też solidny buyer’s premium (platforma + dom), więc realny koszt młotka szybko puchnie. I to jest dokładnie ten moment, kiedy duży format robi się nie tylko logistyką (transport, rama, magazyn), ale też zwykłą kalkulacją.
Obraz Antoniego Piotrowskiego: co tu faktycznie działa
Po pierwsze: rozmiar. Duży format zawsze robi wrażenie, nawet jak temat jest kompletnie nie “do penthouse’u”. Po drugie: nazwisko — Piotrowski to nie jest anonim, tylko facet po szkołach (Warszawa, Monachium, Kraków) i z porządną historią w tle, bo robił też jako korespondent/ilustrator w XIX wieku. No i po trzecie: data i miejsce w sygnaturze (“Krakow 1889”) brzmią jak gotowy haczyk do opowieści w katalogu.
Obraz Antoniego Piotrowskiego: gdzie to może wylądować?
Najlepiej w Muzeum, albo w polskiej kolekcji.
Kolejne nowe nazwisko na moim blogu – Antoni Piotrowski. Fajnie.


