Kurwa kocham tego wariata. Jednego dnia potrafił wystrugać Jezusa na krzyżu, żeby drugiego skleić krowę w zagrodzie z jakiś resztek, poprawić następnego dnia Matka Boską w glinie, następnie pierdzielnąc kubistyczny olej i skończyć na, kurwa puchaczu na ogrodzeniu.
No jak go nie kochać. Boję się poczytać o nim bo może się zburzyć mój wizerunek tego ananaska, ale chyba już czas zgłębić info na temat Jeana. Tym bardziej, że gdzieś czeka na mnie album z wystawy w Villa La Fleur.
Do kupienia „SUPER PUCHACZ NA PŁOCIE PRZY STODOLE KARGULA”! Tak jest, kurwa, Puchacz. Ale się podjarałem.


