Rzeźba Henryka Glicensteina i rodzinny cringe w brązie.
Tak się zastanawiam co musi kierować ojcem żeby wyrzeźbić swojego syna na golasa w pozie rozgrzewającej się baletnicy!? Do tego wystrugał mu fistaszka między nogami, a mógł WIELKIEGO BYDLAKA. Chłopak by miał większe powodzeni, bo z tą fryzurą na pazia za dużo chyba nie zrobił „tematów” w swoim życiu.
Tak czy inaczej rzeźba Heńka to jedna z moich “must have” – kiedyś mi jakiś jankes zawinął sprzed nosa fajną, wielką rzeźbę Glicensteina i od tej pory mam go na radarze.
Swoją drogą ciekawe co powie moja żona na takie cudo koło kominka?
Rzeźba Henryka Glicensteina: „Eternity” i gdzie to w ogóle siedzi w jego historii
Glicenstein (Enoch / Enrico / Henryk) to polsko-amerykański rzeźbiarz: urodzony w Turku, kończy w Nowym Jorku, po drodze m.in. Rzym, a w papierach występuje pod różnymi wersjami imienia.
Drugi raz na radarze, czyli czemu to zostaje w głowie
Jest coś zabawnego w tym, że rzeźba Henryka Glicensteina jest jednocześnie totalnie serio (brąz, autor, historia), a jednocześnie ciężko przy niej nie odpalić wewnętrznego: „czy ja naprawdę chcę to widzieć codziennie?”.
Sprawdź inne wpisy na moim blogu o Henryk Glicenstein.



ja się zaopatrzyłem w jego The Lovers w USA, bo to wzruszajaca scenka. ten rzeźbiarz ma coś w sobie, jest 'jakiś’.